Patelnia to narzedzie, ktorym podbijamy meskie serca, najlepiej kiedy tym narzedziem wlada dla nas mezczyzna
Kategorie: Wszystkie | Swiat
RSS
sobota, 09 lipca 2011

Juz sie tlumacze dlaczego nie ma obiecanych przepisow i nie pisalam ponad miesiac. Nie, nie u mnie wszystko w porzadku, nie leniem sie, pracowalam pilnie, a nad czym to cicho sza, zeby nie zapeszyc. Dzisiaj tez nie mialam zamiaru pisac, ale cos mnie natchnelo.

Zobaczylam zdjecia rosyjskich dziewczat w wyborczej i przypomnialo mi sie jak Japonczycy potrafia bezbednie wylapac geograficzne pochodzenie czlowieka rasy bialej. O mnie od razu mowia, ze jestem typ srodkowo-wschodnio europejski (czyli ten o renomie najpiekniejszych, a co, skromnosc to zaleta starej daty;). Poczatkowo myslalam, ze przypadkiem  kilku Japonczykom sie udalo zgadnac, ale teraz sama potrafie rozroznic Amerykanina, Niemca, Francuza. No, moze nie dokladnie po narodowosci, ale w przyblizeniu kontynent, wschod czy zachod. I nie, nie po ciuchach czy specyficznych wasach. Mlodzi ubieraja sie tak jak wszedzie na swiecie, w koncu Zara i GAP sa wszedzie:). Chodzi bardziej o rysy twarzy (o tym za chwile), sposob komunikacji, ogolna postawe. Oczywiscie mam ta bieglasc tylko w stosunku do Europejczykow czy Amerykanow, ew. Koreanczykow czy Chinczykow, ktorzy w Japonii stanowia spora mniejszosc. Z typowaniem Afrykanczykow raczej mialabym problemy.

No wiec jak odroznia sie Polke od Amerykanki? Japonczycy mowia, ze Europejka ma "pastelowe" rysy. Uzywaja do tego slowka "usui", sami sobie tumaczcie, ja nie potrafie. Usui moze byc kolor (w sensie blady), kawa (w sensie lurowata, slaba). A jesli chodzi o twarz, to nasza europejska twarz jest usui bo nie jest "poorana". "Poorana geboko" po japonsku znaczy "hori fukai" i odnosi sie do twarzy typowego Amerykanina. A co to znaczy? No jak sama nazwa wskazuje jest poorana, ale nie zmarszczkami tylko wzgorkami, dolinami, duzo tam ksztaltow i znieksztalcen, dlatego miedzy innymi Amerykanin urodziwy raczej nie jest.

Tak wiem, ze bez ilustracji, moje wywody sa  bez sensu, wiec zaprezentuje kilka typowych Rosjanek czy Polek i kika Irlandek, Amerykanek.

Rosjanki NataOto Rosjanka z jakiegos portau randkowego. Czolo, nos, wybrzuszenie kosci poiczkowych jest jakby w jedej plaszczyznie, znaczy nie jest "geboko poorane".



A tu mamy Cladie Shiffer, Niemke. Zauwazcie, ze oczy i nos sa na innej plaszczyznie. Nos jest "wyzej"znaczy bizej ogadajacego, a oczy "nizej"czyi glebiej. Stad wrazenie Japonczykow, ktorzy sami maja twarze "jednowymiarowe", ze twarz Claudii ma doliny i wgorza. 

Wezmy inna pare:

Anna Mucha

Ania Mucha ma wszystko w jednej plaszczyznie, podczas gdy jej slynna amerykanska rowiesniczka Sarrah Jessica Parker:

ニューヨークにて (2003年6月)ma wlasnie twarz z "doinami" i "wzgorzami".

 

Mam nadzieje, ze moj wyklad byl jasny, choc zdaje sobie sprawe, ze powinno byc wiecej przykladow wsrod obu plci. W kazdym razie, ja rowniez nabylam tej umiejetnosci rozrozniania nacji.

Na marginesie: przebywajac niedawno pare dni w Londynie, zabawialam sie odnajdywaniem Polek i Polakow w hotelach i resturacjach. Zgadywalnosc 90%. Powiem, ze nie tylko uroda, ale tez jakas nuta pretensji w twarzy, brak zwyklego usmiechu, moze wynikajacy z niezaspokojenia ( w koncu wszyscy jada tam zaspokoic cos-ambicje edukacyjne finansowe itp), stresu, napiecia, jakie jest udzialem ludzi zyjacych za granica. Choc przyznam, ze to wrazenie tyko chwilowe, jakby wrodzone. Po zamienieniu kilku slow, niewazne czy po posku czy nie, dziewczyny rozpromieniaja sie, bije z nich mile usposobienie i sympatia, "dziarskosc" i inteligencja:)

Wyglada na to, ze Polacy sa jak choragiewka na wietrze, slabo kontroluja emocje. Unosza sie jak korek na fali: fala lagodna, Polak tez, fala wzburzona-Polak tez kipi. A powinno byc tak, ze to my trzymamy na wodze swoje emocje, usmiech, dobre samopoczucie, bez wzgledu na fale. W dodatku powinismy takze nauczyc sie wplywac na emocje innych, ksztaltowac "dobre nawyki emocjonalne".

Alez ja skacze z tematu na temat. No ale dzieki temu mam juz natchnienie do nastepnego wpisu: Jak trzymac emocje na wodzy?

Do zobaczenia wkrotce! Pa!pa!

niedziela, 05 czerwca 2011

Gdybym byla mezczyzna, marzylabym o kobiecie, ktora nie pracuje, lubi gotowac, ma gust co do wystroju wnetrz, kocha dzieci,jest usmiechnieta i zrelaksowana. Oczywiscie musialaby byc inteligentna, ale nie po to by zyskiwac tytuly, tylko po to, by nie zanizyla IQ naszego wspolego potomstwa.

Chodzilabym (albo chodzilbym) na rzesach by moja polowica nie musiala pracowac. No bo co to za obiad, ugotowany na polgwizdka przez zone, ktora o 18-stej wrocila z pracy, w dodatku totalnie wku..wiona, bo klient nie chcial przestaac gadac, a szef sie uwzial?

A ja potrzebuje dobrze zjesc, ale nie "dobrze" wtym staroswieckim znaczeniu czyli duzo, lecz "dobrze" znaczy racjonalnie. Wiem co mowie. Sama pracuje i prowadze dom. Nie mam czasu ani wolnych bajtow w mozgu, by przy zakupach czytac etykietki z informacjami o skladzie, potencjalnych szkodliwych substancjach, barwnikach, kaloriach itp.

Po pracy potrzebuje spokoju i milego nastroju, cieplego obiadu w wysprzatanym domu.

Albo co to za zona, ktora juz po obiedzie, umyciu dzieci, siebie i przygotowaniu ubran na drugi dziec pada na pysk, nie zamieniajac z moimi dziecmi ani slowa, ze o ksiazeczkach nie wspomne. Gdzies w necie wyczytalam, ze dzieci pracujacych matek maja srednio nizsze wyniki w nauce, ale takich informacji to sie nie podaje, ze wzgledu na obecnie panujaca ideologie, ze kobieta powinna robic "kariere". "Kariere" robota wielofuncyjnego, nie potrzebujacego snu, zadbaanego i zawsze ochoczego do seksu. No bo rownouprawnienie rownouprawnieniem, ale tylko co do zarabiania. Zarabiac to kobieta i moze, a nawet moze zarabiac wiecej niz mezczyzna, ale jesli chodzi o rownouprawnienie w pracach domowych to niestety statystyki sa nieublagane. Kobiety pracuja ZNACZNIE wiecej godzin od mezow, co jest dla kazdego oczywiste. No prosze widzial ktos mezcczyzne, ktory dostrzegl potrzebe umycia lodowki? Albo mycia podlog na mokro? Z leka reka na sercu powiadam: nie ma takich. A prac "niezauwazalnych" przez mezow jest wiecej. Chce czy nie, zona sama musi sie wziasc za sciere.

 

O seksie tez nie wspomne. Sie musze dobrze wyspac by mi sie chcialo, wiec podejrzewam wiekszosc problemow z "bolaca glowa" zon wlasnie ze zmeczenia i niewyspania wynika.

I o "Karierach" tez nie wspomne. Kobiece "kariery to: przedszkolanka, salowa, pielegniarka, nauczycielka, czyli tzw. "kobiece roboty w kamieniolomach". Jak ktos wykonywal lub wykonuje powyzsze zawody to zapewne zrozumial, co mam na mysli. A dlaczego kobiety sobie takie zawody wybieraja? Bo najblizsze otoczenie kobiet tez mialo takie zawody, bo mezczyzni nie lubia prac ciezkich, monotonnych, brudnych itp. Ostatnio mamy wysyp mecenasek, lekarek a nawet polityczek, ale ile to wiekow trwalo, by kobiety wreszcie przestaly myslec o sobie jak o "podludziach?"

Wiem, strasznie niefeministyczny wpis. Karierowiczki mnie zjedza, juz zreszta zjadly, te co slyszaly moja juz wyklarowana opinie w tym wzgledzie. W dodatku sama robe TZW. "kariere". na glowe upadlam od nadmiaru zajec? Mozliwe. Jedno wiem na pewno. Gdbym byla mezczyzna, moja zona by nie pracowala. No chyba, ze po odchowaniu dzieci. i wiem, ze bylaby z tego powodu szczesliwa.

sobota, 07 maja 2011

Czy nie marzyles czasem, Czytelniku, o tym, by wszystko co lubisz bylo malo kaloryczne, a do tego pelne witamin i mineralow? Marzenia scietaj glowy, powiadasz? Przyznam racje, wszystko co smaczne, do czego przyzwyczaily nas mamusie i babcie okazuje sie byc zbyt kaloryczne, zbyt ubogie w wazne skladniki odzywcze. Pozostaje jedzenie warzyw na surowo. Ostatnio do repertuaru objawow zlego odzywiania dolaczylo tzw. zakwaszenie organizmu.

Jego objawami sa miedzy innymi: przemeczenie, brak koncentracji, bole miesni, a po latach powazne choroby jak cukzyca, nadcisnienie itp. Patrzac na zestaw produktow, ktore zakwaszaja organizm doszlam do wniosku, ze amatorzy tradycyjnej kuchni polskiej sa skazani na zakwaszenie organizmu. Poczytajcie sami:

 wysoko kwasotwórcze (pH 5,9 - 5,0): mięso i wędliny – szczególnie wieprzowina, cukier i produkty zawierające cukier, biała mąka pszenna i produkty pochodne, biały ryż, sery żółte, sztuczne słodziki, kawa, czarna herbata, kakao i czekolada, sól;
 średnio kwasotwórcze (pH 6,9 – 6,0): ryby, jaja, chleb żytni, płatki zbożowe, makaron pełnoziarnisty, ryż brązowy, orzeszki ziemne, piwo;
 słabo kwasotwórcze (pH do 7): twaróg, orkisz i pełnoziarniste produkty orkiszowe, kasza gryczana, makaron sojowy, orzechy laskowe i orzechy nerkowca, otręby, fruktoza;
 neutralne (pH 7) – masło świeże, śmietana, serwatka, jogurt naturalny, oleje roślinne;
 wysoko zasadotwórcze (pH 9,0 – 8,1): warzywa: bakłażany, dynie, cukinie, ogórki, sałaty liściaste, botwina, szpinak (surowy – sałatki), czarna rzodkiew, soki warzywne świeże bez cukru, owoce: kiwi, arbuz, ananas, soki owocowe świeże bez cukru, suszone owoce: daktyle, figi, rodzynki, grzyby: prawdziwki, kurki;

Czyli, ze wszystko to, do czego zostaly przyzwyczajone nasze podniebienia, i wszystko to co lubimy jesc, jest zakwaszajace, a wiec i zatruwajace nasz organizm. Zaczynamy z rana od chleba z serem lub wedlina - sam kwas. Zakrapiamy zakwaszajaca kawa lub herbata. Do pracy bierzemy podobne kanapki i zakwaszamy sie kolejna kawcia. Na obiad bedzie zdrowa, jak sadzimy rybka, rowniez zakwaszajaca, szpinak, ale  usmazony lub ugotowany. Czyli guzik z zasadowosci naszych dan. O kalorycznosci i zawartosci witamin juz nie wspomne.

W dodatku, produkty zasadotworcze maja slabsze  dzialanie, jesli wiec chcemy nimi zneutralizowac 100-gramowego kotleta, nalezy zjesc kilkakrotnie wiecej zasadotworczych warzyw, czyli np 200 gramow salaty co oznacza cala jej glowke...

Jesli wiec chcemy odkwasic organizm, rezygnujemy z dan, na ktorych zostalismy wychowani i ktore kochamy, za to opychamy sie warzywami, najlepiej w stanie prosto z grzadki, bo przeciez nasza kuchnia nie oferuje zbyt wiele warzywnych dan, ze do smaku sie nie bede czepiac. Wystarczy powspominac lepka mase szpinakowa, ktora serwowano w przedszkolu. Nawet jesli dzieki internetowi, wiekszej swiadomosci w kwestii zdrowego odzywiania, ludzie urozmaicaja swoje posilki, to i tak konczy sie to znikomym dodatkiem warzyw do tradycyjnej kuchni. No bo co z tego, ze nasze pierozki nazywaja sie "pierozki ze szpinakiem"?


 

W nazwie maja szpinak, ale jest go w znikomych ilosciach. 90% tresci takiego dania tworza zakwaszajace: maka pszenna, mleko, jajka, oraz twarog. Co z tego, ze zaczniemy zamiast zakwaszajacych ziemniakow, serwowac kasze gryczana, czy zdrowo brzmiacy makaron sojowy? Przeciez, wg powyzszej tabeli sa one w drugiej lidze zakwaszajacych produktow? Moze rybka? Nie, nie, to tez drugi poziom zakwaszenia, ph6!

Coz na to wszystko poradzic? Co jesc? Nie mam pomyslu. Moze poczekac az rozwoj technologii, pomoze nam produkowac liscie salaty o smaku schaboszczaka? Albo odwrotnie: jesc schaboszczaka, ktory ma zalety szpinaku. Przy zachowaniu zdrowych wlasciwosci warzyw konsumowalibysmy wszystko to co naprawde lubimy, a nie to co NALEZY jesc? To by dopiero bylo! Lody rumowo-rodzynkowe o skladzie chemicznym surowego szpinaku, polpeciki w sosie pomidorowym o wlasciwosciach zdrowotnych surowego pomidorka:) Kladzemy paluszek na czytniku, ktory sprawdza nasze dzienne zapotrzebowanie ma skladniki odzywcze. Wynik zostaje podany do maszyny produkujacej dzisiejszy obiad. W 5 minut wyskakuje soczysty kotlecik, co tam kotlecik, dwa, a nawet trzy kotleciki:). maja wartosc kaloryczna dwoch listkow salaty, taka warzywna kwasowosc oraz sklad witaminowy. Czyz nie piekne? Sam Lem, tworca powiesci fantastycznych, tego nie wymyslil. A mowia, ze Lem przewidzial prawie wszystko, lacznie z internetem:)

Ach, zebym dozyla takich czasow! 

środa, 04 maja 2011

Przeciez Ty tez nie lubisz pracowac, za to lubisz duzo kasy wydawac. Usmiechasz sie do kamery rownie czarujaco jak oni. 

Zzera mnie zazdrosc. Tak, taka ludzka, zwyczajna zazdrosc. Ksiezniczki to maja zycie jak niekonczacy sie wystrzal fajerwerkow. Zycie radosniejsze niz Krolewna Sniezka, Kopciuszek i inne, razem wziete. Bale ciuchy, podroze, nieustajaca zabawa. A dla mnie zwyklej kobiety cichy pokoj, komputer i podziwianie ich na ekranie.

W czym ja gorsza od Kate? W czym gorsza od Wiliama? Tez jestem mloda, piekna, wyksztalcona. I tez mam gust.

W ich wieku osiagnelam juz znacznie wiecej od nich, przy bez porownania gorszej sytuacji wyjsciowej.

To dlaczego oni moga spokojne prozniacze zycie wiesc, bez pojecia nawet czym jest troska o prace, o finanse, o jutro?

 Lekko reka wydaja na suknie 2 miliony zlotych. DWA miliony! Suknia! Pierscionek zareczynowy 150 tysiecy zlotych. Ile cala ta szopka kosztowala nawet nie chce mi sie liczyc. Nigdy w zyciu nie dowiedza sie, ile normalny czlowiek musi sie napracowac, by takie kwoty zgromadzic. I normalny czlowiek nie wyda tego na suknie, czy pierscionek, lecz zainwestuje w edukacje dzieci, badz w jakies przedsiewziecie. Ewentualnie zalozy lokate i z nabozna czcia bedzie ogladac codziennnie wyciag z konta bojac sie wydac mozolnie zgromadzony majatek.Ksiazeta natomist nigdy o pieniadzach myslec nie musza. Liczy sie styl wydawania, znane marki, gust, wyrafinowanie. Oczywiscie nie wydaja wlasnych  pieniedzy. 

Wszyscy podatnicy angielscy zrzucaja sie na te ich parade. Sobie od geby odloza, aby Wiliam mial przeswietny slub. Debile.

Wkurza mnie to o tyle bardziej, ze wlasnie uplywa termin placenia podatku od nieruchomisci. Kolejne 300 dolarow (kwartalnie!) moich podatkow idzie na toczki dla cesarzowej Japonii:

Tylko nie mowcie, ze na szkoly tez idzie publiczna kasa, bo o tym juz pisalam we wpisie Edukacja w Japonii

Japonczycy sa jeszcze bardziej durni pod tym wzgledem od Anglikow. Anglicy chociaz pragmatycznie zauwazaja, ze im monarchia turystow przysparza, ze jest kura znoszaca zlote jaja. Fakt, ja tez pojechalam tam swego czasu ichni palac poogladac i pare funciakow zostawic. Natomiast Japonczykom troche jeszcze nie wywialo  przedwojenne przekonanie o boskosci cesarza. Na pytanie czy nie szkoda im podatkow na utrzymywanie prozniaczej klasy robia mine jakby slowa "prozniak" nie znali. W zwiazku z tym, szczera dyskusja na ten temat z Japonczykiem jest jak szczera dyskusja o wierze ze sluchaczem Radia Maryja. A co ciekawe ”boskosc" cesarza Japonii najwidoczniej przemawia do zachodnich wielkich tego swiata, bo tez przyklekuja na ich widok:Obama wita sie z cesarzem Japonii

Witam unizenie cesarza. To prezydent Obama.

Krolowa Tajlandii zdecydowanie przesadzila.

Diana zapomniala, ze ma mini.

Zeby chociaz ten japonski ksiaze wzial sobie za zone pieknatke o ujmujacym usposobieniu, jak Diana czy Kate, to bysmy tu w Tokyo tez zatrzesienie turystow mieli. Urodziny kolejnych slicznookich ksiazatek w kolejnych latach znowu sciagalyby by tlumy. A on wzial sobie babe po Harwardzie, co to wyksztalcona i dzieci nie chce wiecej, czy nie moze. W dodatku zamknela sie za drzwiami palacu i nie udziela wywiadow. Ma tez jakies choroby spowodowane stresem palacowym. No normalnie sie miga od "obowiazkow". Ubiera tez tak, ze nie ma na co popatrzec. Swoja droga, skad ona ma te "dywanowe" kostiumiki? Czy jej tak kaza sie ubierac? Bo, watpie, zeby sama to sobie wybierala.


Ach, co za nuda. Nie to co angielscy arystokraci. Swietnie cynizm zatuszuja, opakuja w narodowe swieto i maja jeszcze dziesiatki prozniaczych lat swietlnych przed soba, zanim ludzie po rozum do glowy pojda i zadecyduja  wydac pieniadze z podatkow na szczytne cele, nie na prozniactwo "Royalsow".

 "Media, armia, prawo to główne instrumenty do sterowania niedokształconym, miernym oceanem miliardów marionetek. Marionetek, którym wpojono pozorną wolność, iluzoryczną samodzielność, ba, nawet udało się im wmówić, że myślą i decydują o czymkolwiek."

by kujoll


wtorek, 03 maja 2011

Zima w maju, wesole "njusy" o weselu krolewskim i beatyfikacji sie skonczyly. Bin LAden nie zyje, ale nam zwlok nie pokazano. Brak impulsow i nuda, a z nim spadek humoru, spadek dobrego samopoczucia, czasem dobrego mniemania o sobie. Ale juz psycholigowie wymyslili gadzet, ktory ma nam pomoc. Warto zagrac w ta gre.

Podobno wystarczy klikac na twarze usmiechniete i juz samopoczucie pnie sie do gory.

Jest tez gra, ktora polega na szybkim klikaniu we wlasne imie, date urodzenia i usmiechnieta twarz. To tez poprawia samoocene. 

Gry wymyslone przez amerykanskich specjalistow. Ciekawe czy dzialaja. O ile nie gram w nic o tyle takie nowinki budza moja ciekawosc.

niedziela, 01 maja 2011

 

Jesli myslicie, ze schudniecie dogadzajac sobie sushi, musze Was zmartwic. Co prawda Japonczycy osiagaja najdluzsza srednia dlugosc zycia, ale obecni 90, 100-latkowie japonscy nie zawdzieczja krzepy i dlugowiecznosci tej potrawie tylko... popularnej diecie znanej wsrod polskiej mlodziezy pod nazwa MZ (mniej zrec), lub PNNZ (prawie nic nie zrec). Wiem, ze to niewesola nowina, ale lepsza zla prawda, niz najlepsze klamstwo.

Sushi bylo niegdys daniem luksusowym, ktorego dzisiejsi seniorzy, ba, nawet 30-40-tolatkowie nie mieli w ustach, dopoki sami sie nie dorobili na tyle, by ich na takie cuda bylo stac. No wiec co jedli Japonczycy? Ano rozne rzeczy znalezione w lesie, jak np. taki dlugi korzen zwany burdok po angielsku, a lopian po polsku. Nic Wam ta nazwa nie mowi? Mnie tez. Ale danie wyglada tak:

Prawda, ze apetycznie?

Wszyscy Polacy, ktorzy mieli okazje je w Japonii posmakowac, bardzo sobie zachwalali.

 

Albo korzen lilii wodnej ugotowany w sosie sojowym:


 

(moja ulubiona potrawka, nawiasem mowiac, chrupiaca, taka rzodkieweczka wiosenna).

A takze warzywka morskie, tu tzw. hidziki (czytaj jak "dzihad", albo "dzida"):


 

(bogate w magnez, zelazo, wapno i blonnik). Rowniez moje ulubione. Sa naprawde pyszne.

 Czy mozliwe byloby skopiowanie ich diety w warunkach polskich?

Watpie. Nie dostaniemy ani hidziki, ani korzenia lilii (chyba, ze jakis Wokulski w trosce o nasza linie, zlituje sie i pojdzie narwac).

Ale nie wszystko stracone! Jest mnostwo potraw, do ktorych produkty mozna kupic u nas, a i niektore dania robi sie ze zwyklych produktow osiagalnych w kazdym polskim supersamie.

I tu nalezy wyjasnic tajemnice nazwy bloga. Blog w zamysle ma byc o zdrowym gotowaniu, zmianie codziennych nawykow kulinarnych. Jakie to jest zdrowe gotowanie? „Tego nie wie nikt”, ze zacytuje slowa piosenki. Kto, urodzony w Polsce i wychowany na  placuszkach, kopytkach i schaboszczakach, ma pojecie jak zmenic styl zywienia? W teori wiedza wszyscy. Praktyka bywa trudniejsza. A ja mam praktyke opanowana. Mieszkam w Japonii juz ponad 10 lat. Przyrzadzam salatki z glonow jak serie z karabinu maszynowego. Tofu a'la "zjadliwe dla Polaka" zajmuje mi 10 minut. Zdrowy styl odzywiania, ktory zaproponuje na tym blogu, nie bedzie tylko w oparciu o kuchnie japonska, ani tez tylko o samym pichceniu. Pichcenie jest fajne, jak mozna sobie przy nim i PO nim pogadac. Bedziemy wiec kucharzyc i gawedzic to o modzie, to o urodzie.

ZapraszamJ.

Ze mna patelnia lekka Ci bedzie, Czytelniku, i z tygodnia na tydzien bedziesz piekniec i smuklec, jak Wenus (nie ta gruba z  Milo, tylko taka wspolczesna bardziej;)

Panowie jak Mars, oczywiscie, czy Apollo?

A, co chcecie;))

Ale jak oni to robia, ze mimo dobrobytu wytrzymuja na diecie MZ?

Ha! Sek w tym, ze wcale nie jedza malo. Jedza objetosciowo duzo, tylko ze zaczynaja posilek od ogromnych ilosci smacznych warzywek o minimalnej kalorycznosci. Kiedy juz w miare zoladek pelny tych "niskich kalorii", faszeruja sie mieskiem, rybami i weglowodanami. Poniewaz sygnal o pelnym zaladku zdazyl juz dotrzec do mozgu (a dociera, wedlug naukowcow, dopiero po ok. 20-stu minutach), wiele tych wysokokalorycznych dan nie zjedza. Ot i cala tajemnica. Problem jak tu ze smakiem zjesc duza ilosc warzywek.

"A co to ja krowa, zeby trawe jesc", zapytala droga mi osoba, kiedy namawialam ja do zmiany kulinarnych nawykow. I wierzcie mi, ta osoba, chudsza dzosiaj o 20 kilogramow, wcina na obiad pol kilo niskokalorycznych potraw i dopytuje sie: "Masz jeszcze?". Wystarczylo poznac pyszne dania nietuczace i nauczyc sie ich przyrzadzania na pamiec. Tak, zeby ich codzienne wykonywanie bylo naturalna, automatyczna czynnoscia, jak mycie zebow.

W kazdym razie, skoro ja, z genetycznymi tendencjami do puszystosci, z trzema cukrzycami w najblizszej rodzinie, miazdzycami, nadcisnieniami itp, wysmuklalam i ciesze sie energia i zdrowiem, mozesz sie tym cieszyc i Ty.


 

  

 

 

Naukowcy rozwiazali nam tajemnice atrakcyjnosci mezczyzn. Nie uroda, nie feromony, ani konta w banku. Liczy sie dlugosc palca wskazujacego, a dokladniej mowiac proporcje miedzy nim a palcem serdecznycm (tym od obraczki). Jesli proporcje sa OK, mozna snuc plany na zdrowe potomstwo, a to przeciez jest sednem randekwink .
Zaraz ide obejrzec swojego mena. Jak nie ma niedpowiednich proporcji, to sie rozwodze. W koncu zyje sie raz i dla rozplodzenia swoich egoistycznych genow, nieprawdaz?wink 

PS: Mam nadzieje, ze odpowiednie proporcje u kobiety nie robia roznicy, bo wtedy on sie ze mna rozwiedzieuncertain

sobota, 30 kwietnia 2011

 

Eli przyniosla dzisiaj wiadomosc! Orkiestra Warsowia bedzie koncertowac w Dlugi Weekend w miescie Tosu. Tak, tak, Japonczycy tez maja Dlugi Weekend tylko w ich wydaniu nazywa sie to Golden Week czyli Zloty Tydzien. Co ciekawe podczeas tego tygodnia, tak jak Polacy obchodza narodowe swieto nadania konstytucji. Nawet data identyczna: 3-go-maja. Dokladaja sobie do tego jeszcze dzien chlopca, 5-ego maja i tak im sie weekend wydluza. Wszyscy wysypuja sie z metropolii by zobaczyc sie z rodzina.  Rzucaja sie wtedy na samoloty, shinkanseny i autostrady, co  przewaznie skutkuje 45-cio kilometrowymi korkami, nawet na czteropasmowej autostradzie, takimi jak ten:


 

Wracajac do mista Tosu, na wsypie Kyusiu: burmistrz mista szarpnal sie pieniedzmi podatnikow i  z budzetu zasponsorowal koncert slaw muzycznych z calego swiata. Podobno wydal jakies 3 tys. dolarow. Chyba przesadzona wiesc. Dzieki temu na prowincjonalnej wyspie Kyusiu, bedziemy mieli wyjatkowa okazje podziwiac takie slawy jak Michel Dalberto, George Tchitchinaze, Kwartet Modigliani, czy wlasnie Polska Orkiestra Symfoniczna.....w cenie biletu do kina.

Eri jest zdolna pianistka z muzycznej rodziny. Jej rodzice co roku przyjmuja polskich muzykow, koncertujacych po calej Japonii. Muzycy nasi najbardziej lubia podobnno suszi, wiec u Eri zawsze w tym czasie jest sushi party. Przy okazji Eri zapytala mnie dlaczego polscy muzycy „tak glosno” rozmawiaja, jakby sie klocili.

„Nie, glosno? Alez skad-wlaczylam sobie guzik dyplomacji-to roznice kulturowe-odparlam- u nas trzeba wyrazac sie z EKSPRESJA”

Jak myslicie? Wybrnelam?

Dla Polaka, Wlosi to cholerycy z przesadzona gestykulacja i podniesionym glosem. W Japonii jestesmy Wlochami;)

Ha! Mam nadzieje zalapac sie na przyszloroczne sushi party i zobaczyc jak na codzien rozmawiaja ze soba muzycyJ:)

czwartek, 28 kwietnia 2011

 

Jeszcze z 10 lat temu wydawalo mi sie, ze wystarczy cos tam skubnac i sie zyje. Szkoda czasu i atlasu na gary. Lubilam pichcic, ale tylko w akcie artystycznej ekspresji: jakies ekstrawaganckie danie podane w wyszukanej misie, towarzystwo do stolu i dlugie rozmowy do rana. Zycie jest fajne, a nie jedzenie. Dzisiaj juz sama nie wiem. Tak mnie zmiana smaku ulubionych kanapek podraznila, ze sie zastanawiam: czy ja juz jestem na tym etapie zycia, ze juz tylko jedzenie raduje?

Wczoraj opowiedzialam Eri o tych kanapkach, ze je zmienieli. Smiala sie do rozpuku. Chyba mialam wyraz twarzy przejety niewspolmiernie do wydarzenia. Z zadnych moich wczesniejszych dowcipow tak sie nie smiala. Powiedziala, ze ona, choc jeszcze dwudziestka, juz zyje, zeby jesc. Czyli, ze to kwestia wieku?


A Wy jak? Czytelnicy? Czym jest dla Was jedzenie? Ladowaniem baterii czy esencja zycia?

16:53, wenusipatelnia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 kwietnia 2011
Dlaczego? Bo wciskają jajko w cenie krewetki. Wkurzyłam się.
 
1 , 2
Dodatki na bloga
Locations of visitors to this page